Nacjonalizacja sektora finansowego w USA.
 Oceń wpis
   

Ok, chwilę mnie nie było i nawarstwiło się kilka spraw zacznijmy od sektora finansowego w USA, kolejnej partii kasy z funduszu TARP i co się z tym wiąże dla prywatnych akcjonariuszy. Dwa miesiące temu uważałem, że mimo bardzo wysokiego ryzyka warto zająć długie pozycje na Citigroup czy Bank Of America. W ciągu ostatnich kilku dni zmieniłem zdanie i wychodzę z tego i nie wracam. Czemu?

Citigroup zanotował w ostatnim kwartale kolejną prawie rekordową stratę (liczby jak zwykle rzucam z pamięci więc są mocno zaokrąglone, jak komuś zależy na dokładnych może sprawdzić na money.com czy gdziekolwiek) 9mld USD wobec rekordowego 10mld za ostatni kwartał 2007. I tylko dlatego nie pobili rekordu bo opchnęli jakiś swój oddział maklerski za prawie 3mld USD. Mówiąc krótko jest równia pochyła w dół i końca nie widać. Dostali też kolejną kasę z TARP, coś koło 40mld USD plus gwarancje na kolejne ok 120mld USD. Wydawałoby się że to fajnie i będzie miało pozytywny wpływ na kurs akcji jak to miało miejsce za pierwszym razem kiedy uchroniło Citigroup przed bankructwem. Otóż nie, na wartość akcji będzie to miało wpływ dramatyczny. Kasa pompowana przez rząd tak rozwadnia wartość akcji, że już wkrótce będą one pewnie w cenie papieru na którym są wydrukowane (to taki żart, przypominam, że żyjemy w dobie bankowości elektronicznej hehe). Tym bardziej, że nie wydaje się możliwe, żeby to była ostatnia pomoc rządowa dla Citigroup. Dodajmy do tego fakt, że Citigroup zaczyna się dzielić, już opylili całkiem dochodowy biznes maklerski, co zresztą było głupie moim zdaniem ale jak widać zarabianie pieniędzy nie leży w długoterminowej strategi Citigroup. Teraz jest plan podziału na "dobry i zły bank", czyli w telegraficznym skrócie to co dobre zostanie w Citicorp a to co niedobre (toksyczne aktywa itp) wydzieli się w Citi Holdings i sprzeda. To jest w ogóle konsekwencja polityki stworzenia superbanku który będzie robił wszystko co ma jakikolwiek związek z finansami, tą drogą 20 lat temu próbowały iść inne banki w USA i nikomu się nie udało. Citigroup zaczęło ok 10 lat temu przez połączenie z Travelers i też nie dało rady. Podział na bank dobry i zły to też pomysł nie nowy i ten pomysł już wcześniej kilka razy zadziałał, czyli teoretycznie jest szansa, że tym razem też zadziała i za 10 lat Citicorp będzie świetnie zorganizowanym globalnym bankiem nastawionym na bogatego klienta i inwestycje korporacyjne. Chwilowo jednak jest jeden ważny problem, kto i za ile kupi ten zły Citiholding? Bo może się okazać, że nikt nie kupi, i wszystkie złe aktywa trzeba będzie zaliczyć w straty a z reszty zrobić wyprzedaż likwidacyjną.

Reasumując jakie to ma znaczenie dla wartości akcji? Będzie intensywna presja w dół z 3 powodów.

1. Rozwodnienie wartości akcji przez zwiększenie udziału rządu z tyt. dofinansowania z fund. TARP.

2. Spadek wartości księgowej z tyt. podziału i likwidacji (bo na zyskowną sprzedaż nie liczę w obecnych warunkach) złej części Citi.

3. Dalszy spadek dochodów i zysków.

Mówiąc krótko, jakbym był doradcą finansowym, a nie jestem, to bym doradzał ewakuację z tego papieru puki jeszcze to jest cokolwiek warte. Z drugiej strony, pamiętajmy, że tego typu sytuacje rodzą okazje do ponad przeciętnych zysków więc warto obserwować jak będzie przebiegać odchudzanie Citi i czym się to skończy, i ewentualnie zastanowić się nad wejściem po 50 centów hehe.

OK, a co z Bank Of America? Sytuacja nieco lepsza ale, przez BOA jeszcze niedawno zapewniał, że nie potrzebują kasy z TARP, hmmm, chyba troche kłamał. Dwa, dosyć niejasne jest dla mnie przejęcie Merrill Lynch, który notabene przynosi teraz BoA kosmiczne straty. Węszę tutaj próbę przejęcia kontroli nad systemem bankowym przez rząd USA. Wydaje mi się, że przejęcie ML przez BoA było politycznie kierowane i sponsorowane przez rząd USA, jako kolejny krok w utrzymaniu poprzez kontrolę systemu bankowego dominacji nad światową gospodarką. Tak czy owak, są straty, jest pomoc z TARP czyli sytuacja podobna jak w Citi chociaż jednak o niebo lepsza, mimo to ja od BoA teraz trzymam się z daleka.

Jak już jesteśmy przy bankach to pogadajmy trochę o ostatnich wynikach JP Morgan Chase, przedwczoraj chyba wykazali zyski za ostatni kwartał. Wow, chyba jedyny wielki bank który nie pokazał jeszcze żadnej straty? Jak wiemy czasy kryzysu to czasy konsolidacji i pożerania gorszych przez lepszych, w ten sposób słabi wychodzą z kryzysu w plastikowym worku nogami do przodu a silniejsi wychodzą jeszcze silniejsi. Jest jedno ale JPM miał stratę operacyjną a zysk pochodził z jednorazowej operacji finansowej (opylili jakiś oddział), więc tak na prawde ja bym tego jako zysk nie kwalifikował i chyba nie ma się czym zbytnio podniecać, jednak pozytywną cechą jest to że się odchudzają i zbierają gotówkę, tak więc warto JP Morgan Chase obserwować choć na zakupy bym się chyba sam jeszcze nie zdecydował.

 

Komentarze (4)
Rosja coraz mniej wiarygodna finansowo.
 Oceń wpis
   

Dzisiaj agencja Standard & Poor`s obniżyła ocenę wiarygodności Rosji jako kredytobiorcy. Półtora miesiąca temu pisałem o tym, że w związku ze skokowym spadkiem ceny ropy, spodziewałbym się w najbliższym czasie dramatycznego pogorszenia kondycji finansowej Rosji: http://klubmistrzowbiznesu.bblog.pl/wpis,rosja;8211;;krach;nadchodzi;wielkimi;krokami;,15732.html

No niestety, Rosje czeka dziura budżetowa, głęboka recesja i dług zagraniczny, nie jest to też dobra informacja dla nas Polaków, gdyż kryzys w Rosji będzie miał wpływ na sytuację w całym regionie. Jest jednak kilka plusów: niższa cena ropy i gazu to niższe rachunki tak na stacji benzynowej jak i niższe opłaty za ogrzewanie. Dodajmy do tego ciepłą zimę i już możemy być pewni, że ceny paliw będą dalej spadać. No i najważniejszy plus to taki, że teraz Putin Z Miedwiediewem będą mieli ważniejsze problemy niż próba reaktywacji imperialnej Rosji, więc na machanie szabelką braknie i czasu i funduszy.

Komentarze (6)
25mld USD dla amerykańskich firm samochodowych.
 Oceń wpis
   

Szef komitetu do spraw finansów w izbie reprezentantów Barney Frank oświadczył w porozumieniu z demokratyczną częścią kongresu, że firmom motoryzacyjnym z wielkiej trójki zostanie przyznana pomoc w wysokości 25mld USD w formie krótkoterminowych kredytów, a fundusze na ten cel będą pochodzić z programu zwiększenia wydajności paliw z Departamentu Energii.

Troche to zabawne, że firmy, które trzepały kasę na wielkich i paliwożernych ciężarówkach i SUVach, przez co wpadły w tarapaty przy nagłym wzroście cen ropy i zmianie preferencji amerykańskich konsumentów dostają fundusz akurat z takiego źródła. Tak czy owak, kto wczoraj kupił akcje GM czy F w przyszłym tygodniu pewnie nieźle zarobi.

Mam nadzieję, że informacja jest zgodna z prawdą bo nie moge jej narazie potwierdzić na żadnym większym serwisie biznesowym.

W między czasie polecam wycinek z przesłuchania w komisji gdzie Barney Frank wyrzuca szefa Forda Alana Mulally "z klasy za rozmawianie na lekcji":

http://jalopnik.com/5102857/barney-frank-yells-at-ford-ceo-mulally?autoplay=true

Komentarze (1)
Inwestycje: Kup sobie Forda F:NYSE
 Oceń wpis
   

Jak wiadomo przemysł samochodowy na całym świecie przeżywa ciężkie chwile, amerykańskie giganty GM i Ford stoją na skraju bankructwa. A ceny ich akcji testują kolejne minima, dlatego ja dziś zaryzykowałem pare złotych na zakup kilku akcji Forda. Czemu?

Logika w tym miejscu jest prosta, przedstawiciele samochodowych gigantów żebrają właśnie w amerykańskim senacie o pomoc, i stawiam, że tą pomoc otrzymają tak jak Citigroup 2 tygodnie temu. 1 akcja Citigroup w czwartek kosztowała ok 3 usd, w piątek niecałe 4, w weekend rząd ogłosił plan ratunkowy a w poniedziałek akcje Citigroup już chodziły po ok 6usd. Teraz sa notowane w okolicach 8 usd za akcję. Jeśli tylko ten scenariusz powtórzy się w przypadku Forda i GM to będzie można liczyć na 50-100% zarobek. A skąd wiara w to, że rząd USA rzuci kase podatnika w kieszenie wielkiej trójki? To proste, bankructwo firm motoryzacyjnych spowodowałoby wzrost bezrobocia w USA o ok 3mln ludzi, a zupełnie przypadkowo przesłuchanie prezesów wielkiej trójki ma miejsce w momencie kiedy przyszły bardzo negatywne dane o wzroście bezrobocia w USA, w tej sytuacji presja na władzę ustawodawczą i wykonawczą w USA jest na tyle silna, że odrzucenie prośby o pomoc chyba nie wchodzi w grę. Czego państwu a w szczególności sobie życzę.

Komentarze (7)
Citi Handlowy: problemy z płynnością?
 Oceń wpis
   

Citi Handlowy to stabilny bank godny zaufania, tak głosi napis płynący w uspokajający sposób na głównej stronie www.citibank.pl. Ufam temu stabilnemu bankowi już od kilku lat ale ostatnio spotkał mnie spory zawód. Chciałem wykonać transfer małej sumki na inne konto i okazało się, że na koncie citione można dziennie dokonać płatności i transferów przez internet na sumę 5000zł. A jakbym na przykład musiał spłacić 5500 na karcie kredytowej to muszę na dwa razy? A jeśli mam kredyt hipoteczny na kolejne 5500 to na spłatę kredytu i karty kredytowej potrzebuje 3 dni, dodajmy do tego rachunki i już trzeba sobie zaplanować cały tydzień i ratalne spłaty. A jakbym chciał na przykład kupić sobie samochód za gotówkę za 100k zł to musiałbym robić transfery przez miesiąc, paranoja.

Hmmm, nie pamiętam, żeby wcześniej był taki limit ale coś mi się tak wydaje, że zmiana nastąpiła niedawno jak się okazało, że Citigroup ma problemy z płynnością. Tak sobie w związku z tym spekuluję, że firma matka być może zassała kapitał z polskiego oddziału i tak sobie głośno myślę, że w związku z tym te utrudnienia w wypłacaniu kapitału przez internet są spowodowane zagrożeniem płynności banku. W końcu Citigroup było już na skraju bankructwa ale w weekend tydzień temu otrzymało fundusze i gwarancje rządu USA w zamian za bodajże 8% udziałów. No to może warto by wrócić do normalnych standardów bankowości, czy jednak jeszcze sytuacja finansowa Citi-Handlowego na to jeszcze nie pozwala?

Komentarze (3)
Otwórz własny biznes w czasach kryzysu!
 Oceń wpis
   

Od dwóch miesięcy straszę kryzysem, dzisiaj dla odmiany będzie optymistycznie. Nie, nie widze żadnych zmian na lepsze w najbliższym czasie ale to co dla jednych jest tragedią i dramatem dla innych może być dobrą okazją. A kryzys stwarza bardzo wiele okazji. Jest jednak jeden warunek, trzeba mieć pieniądze, najlepiej w twardej, amerykańskiej walucie, ale niekoniecznie.

Załóż własny biznes!

Może to nie brzmi logicznie ale czasy kryzysu są świetne na założenie własnego biznesu, z wielu powodów. Nagle środki produkcji stają się tanie, można więc zainwestować tanim kosztem, nie ma też problemu z siłą roboczą, robi się dostępna w każdym tego słowa znaczeniu. Owszem, może być trudno o klienta ale to też świetny moment na odkrycie nowej niszy, czy zapełnienie dziury po upadłym, przeinwestowanym w czasie hossy przedsiębiorstwie. No i pewnie wielu z Was myślało już od dawna o własnym biznesie, miało pomysł, plany ale na korporacyjnym stołku było ciepło i wygodnie choć rzadko miło i przyjemnie. Ciężko odrzucić wpadającą co miesiąc pensje na rzecz wielkiej niewiadomej. W obecnych czasach pracodawca może pomóc w podjęciu tej trudniej decyzji i silnie zmotywować do otwarcia własnego biznesu wręczając wymówienie.

Chcecie przykładu? Prezes J.W.Construction Wojciechowski, założył firmę deweloperską w USA w samym środku recesji lat 80. Wtedy gdy Donald Trump bankrutował, Wojciechowski robił kokosy na tanich domach, teraz jest prezesem spółki notowanej na GPW. Jasne, deweloperka dostała po kościach ale wcześniej czy później się odbije, bo jak głosi teoria cykli koniunkturalnych pierwsza pada budowlanka i pierwsza też wstaje gdy kończy się recesja.

Sam Donald Trump to zresztą ciekawa postać, bardzo medialna (vide reality show The Apprentice), bardzo aktywna jeśli chodzi o swój PR. Trump roztacza dookoła siebie aurę sukcesu i kreuje się na człowieka który podniesie się z największej porażki. W końcu wstał na nogi o włos unikając bankructwa w trakcie kryzysu lat 80-tych kiedy to przeinwestował w nieruchomości na kredyt, a rynek zamarł, tak mniej więcej jak to ma miejsce teraz. Złośliwi niestety rozsiewają plotki, że Trump uniknął bankructwa dzięki spadkowi, jest bogaty z rodziny, a obecnie ma kolejne problemy finansowe i znowu jest na skraju bankructwa.

Reasumując, wniosek jest taki, że jeśli masz gotówkę, pomysł i być może dość obecnej pracy lub akurat włąśnie z niej wyleciałeś, to zastanów się nad własnym biznesem, bo teraz jest ku temu świetna okazja. Pamiętaj tylko o jednym, pierwsze 2-3 lata będą ciężkie i ponad połowa nowych firm nie dożywa 3 urodzin.

Komentarze (27)
Straszne słowo na K. i co się z nim wiąże.
 Oceń wpis
   

I żeby nie było żadnych wątpliwości, chodzi o słowo  Kryzys. Ostatnie prognozy różnych niezależnych instytucji mówią już o przyroście PKB Polski w przyszłym roku w okolicach zera. Rząd oczywiście w dalszym ciągu nie widzi problemu i stosuje podejście życzeniowe, bądź też naiwne, nie wiadomo jak to nazwać. Wiadomo jakie będą konsekwencje.

Po pierwsze: Dziura budżetowa. W momencie kiedy budżet był konstruowany w oparciu o nadmiernie optymistyczne założenia, a rząd z uporem maniaka nie planuje ich weryfikować w kierunku brutalnej rzeczywistości, dziura budżetowa musi wzrosnąć. Pisałem już wcześniej i o wzroście kosztów obsługi kredytów zagranicznych z powodu obniżenia wartości złotówki, to jest faktem i to już ma miejsce. Czyli z jednej strony budżetu rosną wydatki, z drugiej strony zaś spadają dochody. Wraz ze spowolnieniem rozwoju gospodarczego Polski, a spadek przyrostu PKB w najbardziej pesymistycznym scenariuszu może sięgnąć 5 punktów procentowych, trzeba się spodziewać spadku dochodów z podatków pośrednich i bezpośrednich. Czyli presja na budżet będzie z obu stron, i ze strony wydatków i ze strony dochodów. Rząd pieniądze może zorganizować z kilku źródeł, nie tylko z podatków, ma jakieś tam rezerwy walutowe i udziały w przedsiębiorstwach, zostało też kilka firm państwowych do sprywatyzowania. Tylko, że akurat mamy bessę i sprzedawanie teraz przedsiębiorstw państwowych czy pozbywanie się udziału skarbu państwa w spółkach sprywatyzowanych to w tej chwili średni pomysł, można to było robić rok temu ale widać nikt z doradców rządowych nie wpadł na to, że hossa wcześniej czy później się skończy. Zostaje więc emisja obligacji skarbu państwa. Z pozyskaniem funduszy w ten sposób nawet niekoniecznie będzie problem, szczególnie w krótkim okresie czasu. Polacy rozczarowani funduszami zaczynają lokować swoje pieniądze w pewniejsze inwestycje, które obecnie przynoszą całkiem dobre zyski, na pewno lepsze niż giełda. Chodzi oczywiście o lokaty bankowe. Obligacje skarbowe nieźle wpisują się w ten trend. Pod warunkiem oczywiście, że będą odpowiednio oprocentowane. Z tym niestety może być lekki problem bo istnieje coraz większe ciśnienie na obniżanie referencyjnych stóp procentowych z powodu spowolnienia gospodarczego i koło się zamyka.

Po drugie: Wzrost bezrobocia. To kolejny pewnik, przemysł metalowy, ciężki, konstrukcje, budowlanka, motoryzacyjny, AGD zwalnia tempo i będzie zwalniał ludzi, to nieuniknione i bezrobocie musi wzrosnąć wraz ze spowolnieniem gospodarczym. Ciężko powiedzieć jaki wpływ na bezrobocie będzie miał powrót emigracji, moim zdaniem nie taki znowu wielki. O ile oczywiście część osób z emigracji powróci z różnych powodów, najczęściej będzie to kryzys w kraju do którego emigrant wyemigrował. To raczej masowych powrotów bym się nie spodziewał. W końcu bezrobocie i tam i tu podobne ale 1000E to nie 1000zł i różnica będzie raczej rosnąc niż maleć.

Po trzecie: Wartość złotówki, moim zdaniem spadnie pytanie jak bardzo. Zależy jakie będą priorytety rządu i NBP, próba obrony wzrostu gospodarczego i walka z bezrobociem czy próba obrony waluty. Właściwie to wiadomo, priorytetami rządu będzie obrona wzrostu i zatrudnienia a priorytetem RPP będzie obrona złotówki, pytanie w którym miejscu dojdzie do kompromisu. I tu niestety mści się bierna postawa ostatnich dwóch rządów PIS i PO, oba nie zrobiły wiele kiedy była możliwość. Zamiast reformować chore systemy korzystając z bezprecedensowego wzrostu gospodarczego i relatywnej siły finansów państwa wolały skupiać się na działaniach marketingowych a szkoda bo zmarnowaliśmy szanse i następne tak sprzyjające reformom warunki ekonomiczne będą nie wcześniej jak za 3-4 lata. Można więc zaryzykować tezę, że w związku z tym wszystkim o czym pisałem wcześniej, a także w związku z osłabieniem finansów skarbu państwa złotówka będzie dalej tracić na wartości, nie wiadomo tylko jak bardzo. Wzrośnie natomiast coś innego, tylko to raczej nie jest powód do szczęścia.

Po czwarte: Podatki. Tu niestety obawiam się wzrostów, za błędy włądzy zawsze płaci obywatel. Ostatnio dosyć mocno spadła cena benzyny, wczoraj na trasie widziałem PB95 za 3,55zł. Ciekaw jestem kiedy władza sobie przypomni, że coś za dobrze mają kierowcy i może by im podnieść akcyzę na paliwo, bo za bardzo staniało, skoro kiedy rok temu cena ropy rosła to rząd akcyzę obniżył. Od przyszłego roku zaczynają obowiązywać nowe, obniżone stawki PIT. Ciekaw jestem bardzo, jak szybko rząd zmieni stanowisko w sprawie polityki podatkowej i zacznie się dyskusja o tym, że Polskę na tak niskie podatki nie stać.

Komentarze (3)
Strategia inwestycyjna - oszczedzam miesięcznie 1000zł
 Oceń wpis
   

Ostatnio zastanawiałem się jakbym inwestował mając kilka lat do emerytury, Dziś powiem co bym zrobił zakładając, że mam 29 lat, niedawno się ożeniłem i wspólnie możemy odłożyć 1000zł miesięcznie. Strategia będzie dosyć podobna do tej http://klubmistrzowbiznesu.bblog.pl/wpis,strategia;inwestycyjna;-;mam;dolary;i;5;lat;do;emerytury;c;2,16239.html

Ale z pewnymi wyjątkami. Po pierwsze zakładam regularne inwestowanie co miesiąc co jest bardzo dobre, bo pozwala uśredniać ceny i odpowiednio przenosić akcent z jednego rodzaju instrumentów finansowych na inne w zależności od sytuacji, ale w dalszym ciągu przestrzegając złotej zasady inwestowania: DYWERSYFIKACJI.

Tak więc docelowo chciałbym mieć zdywersyfikowany portfel inwestycyjny z akcjami i obligacjami polskimi, tymi ze strefy Euro, USA oraz kilkoma krajami rozwijającymi się takimi jak Rosja, Chiny czy Brazylia. Ale po pierwsze z uwagi na mój wiek będę inwestował bardziej agresywnie, mniej w obligacje i gotówkę a bardziej w akcje. Ale, jeszcze nie teraz. Teraz jest czas siedzenia na gotówce. Korzystam więc z wysokiego oprocentowania lokat w bankach i tam deponuję większość comiesięcznych oszczędności. Normalnie starałbym się część (20-25%) inwestować w amerykański rynek akcji licząc na to że amerykańska giełda oscyluje w okolicach dna. To oczywiście niekoniecznie jest prawda i liczę się z możliwością spadków o 20-30%, ale zakładam też, że nie jestem w stanie idealnie trafić w dołek a odbicie i hossa wcześniej czy później musi powrócić. Ponieważ lubię ryzyko obserwuję Alcoa (producent aluminium) i Citigroup, obydwa mocno przecenione, szczególnie Citigroup który w ciągu tygodnia spadł o połowę z 10 usd do 5usd za akcję. W przypadku Ctigroup ryzyko jest spore ale im większe ryzyko tym większy potencjalny zysk jeśli Citigroup pomyślnie przetrwa najgorsze i zreorganizuję się. Mniej ryzykownym wyborem jest Pfizer. Niestety problem z zakupami małych ilości akcji w miesięcznych odstępach jest taki, że traciłbym sporo na prowizji, więc na razie pozostaję przy lokatach terminowych i raz na 3-4 miesiące przeznaczam 1000zł na zakup akcji jednego przedsiębiorstwa z amerykańskiej giełdy.

I to by było na razie wszystko, jednocześnie bacznie obserwuję polski rynek akcji, czekając na moment w którym będę mógł się bardziej zaangażować.

Także w bliskiej perspektywie zdecydowaną większość funduszy utrzymuję na krótkoterminowych lokatach złotówkowych w banku, w średniej perspektywie zwiększam zaangażowanie w giełdy USA i PL. I to jest prawdopodobnie plan na najbliższe trzy lata, kiedy hossa powróci i wyceny spółek przestają być atrakcyjne przestaje kupować akcje a zaczynam obligacje, kiedy współczynnik C/Z dla moich akcji zaczyna przekraczać 25 redukuję udział w akcjach i powracam do gotówki i lokat bankowych. zakupy i redukcję nie robię na raz tylko w regularnych odstępach, na przykład co miesiąc. Staram się nigdy nie dopuszczać do sytuacji kiedy mam tylko gotówkę albo tylko akcje, ciągle staram się utrzymywać zdywersyfikowany portfel jedynie w zależności od sytuacji przenoszę akcent z akcji na obligacje i gotówke i odwrotnie. No i raz na rok dwa kupuję sobie lub żonie coś złotego, ot na czarną godzinę i trzecią wojnę światową.

I oczywiście standardowo na koniec formułka:

Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi “rekomendacji” w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 Października 2005r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005r. Nr 206, poz. 1715). Zgodnie z powyższym klubmistrzowbiznesu.bblog.pl oraz autor nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszych komentarzy i analiz.

Komentarze (3)
Amerykanie przestają kupować.
 Oceń wpis
   

Jeszcze tydzień temu pisałem o tym jak druga pod względem wielkości, amerykańska sieć sprzedaży elektroniki planuje zamknąć 20% sklepów, no więc kilka dni temu Circuit City bo o nich chodzi, ogłosili upadłość. Chodzi o upadłość na podstawie 11 rozdziału amerykańskiego prawa upadłościowego (chapter 11), czyli reorganizację a nie likwidację, więc Circuit City nie zniknie z krajobrazu Ameryki. Na razie. Best Buy (największa sieć sprzedaży elektroniki w USA) właśnie obniżył prognozy zysku a CompUSA planuje zamykać sklepy. Co to znaczy? Amerykanie przestali kupować Przestali kupować wszystko, domy, auta, elektronike, ubrania, wszysto. Skończył się kredyt skończyły się zakupy. Można by zapytać, co to nas, Polaków, obchodzi. Niech amerykanie zaciskają pasa. Niestety problem polega na tym, że w globalnej gospodarce amerykańska niechęć do zakupów uderzy także w nas, wcześniej czy później, mniej lub bardziej pośrednio. Podobnie jak w przypadku kryzysu finansowego, który zaczął się w USA i szybko rozlał na resztę świata gdzie zebrał dużo większe żniwo niż tam gdzie się rozpoczął, tak samo moim zdaniem będzie w przypadku kryzysu popytu z jakim mamy do czynienia, a który jest wynikiem (między innymi) kryzysu finansowego. Mechanizm niestety jest prosty: mniejsze zakupy -> mniejsza produkcja -> redukcja potencjału produkcyjnego i wstrzymanie inwestycji -> mniejsze dochody gospodarstw domowych -> mniejsze zakupy, i kółko się zamyka. Ten cykl w tendencji spadkowej mogą przerwać tylko drastyczne spadki cen środków produkcji (czyli surowców, sprzętu i płac). 

A kto będzie największą ofiarą amerykańskiego zaciskania pasa? Można by sądzić, że USA bo 2/3 przyrostu PKB USA pochodzi z popytu wewnętrznego, i napewno dużo w tym racji. Ja jednak stawiam na Chiny. W końcu większość towarów na półkach Best Buy, CompUSA czy CircuitCity ma napis "made in China" a nie "made in USA". Czy Chiny powtórzą historie Japonii, która po latach prosperity i bezprecedensowego rozwoju popadłą w drugie już dziesięciolecie marazmu?

Komentarze (5)
Spadków na GPW ciąg dalszy nastąpi...
 Oceń wpis
   

No i mamy kontynuację bessy, pisałem o tym prawie dwa tygodnie temu jak zaczęła się korekta wzrostowa, którą wielu naiwnych inwestorów pomyliło z końcem bessy. Nic z tych rzeczy panie i panowie, surowce już poleciały (węgiel, miedź, stal notują kolejne minima), produkcja przemysłowa spada, polskie hutnictwo wykorzystuje poniżej 50% potencjału produkcyjnego. Spada produkcja maszyn i konstrukcji stalowych, bo przedsiębiorcy stopują inwestycje w związku z globalnym spadkiem popytu. Kurczy się produkcja na rynku samochodowym w Polsce (a pamiętajmy, że jesteśmy już piątym w Europie producentem samochodów, spadek popytu na nowe auta jaki widzimy w Europie Zachodniej, napewno nas mocno zaboli). Kurczy się produkcja AGD i innych dóbr konsumpcyjnych. Tsunami globalnego spowolnienia dotarło do Polski i przewala się po kolei przez wszystkie gałęzie przemysłu, następny będzie transport i spedycja. Ale najgorsze na GPW dopiero przed nami, bo to co ma miejsce w gospodarce teraz, w wynikach finasnowych spólek bedzie miało odzwierciedlenie nie wczęsniej niż za kwartał a najprawdopodobniej dopiero za dwa. Reasumując w obecnej sytuacji gospodarczej nie widze końca bessy wcześniej niż za pół roku, a raczej będzie to później.

Komentarze (2)
Dramat w przemyśle metalowym i hutniczym.
 Oceń wpis
   

Miałem wczoraj przyjemność rozmawiać z prezesem jednaj dużej firmy z przemysłu stalowego i zapytałem o kondycję na polskim rynku w porównaniu do tego co się dzieje w Europie i na świecie: W Chinach prognoza produkcji stali w 2009 roku -20%, Arcelor-Mittal obniża produkcję o 30-35% (Arcelor-Mittal posiada także kilka hut w Polsce). Vale, brazylijski koncern, jeden z największych światowych dostawców rudy żelaza zmniejsza produkcję tego surowca o 30 mln ton rocznie. Galati, największa w Rumunii huta o pełnym cyklu produkcyjnym zmniejszy produkcję o 50 proc.

Jak jest w Polsce? Podobno jeszcze gorzej, cena złomu od szczytu w zeszłym roku spadła ok 5x! I nikt nie chce kupować. Przedsiębiorstwa stopują inwestycje, bliski mi prezes firmy X u siebie narazie nie martwi się o zamówienia bo ma zdywersyfiowaną ofertę ale mówi, że osłabienie rynku jest dramatyczne. Z innego źródła wiem, że zamówienia w hutnictwie w Polsce spadają o 50-60%. Obawiam się w związku z tym, że spowolnienie gospodarcze jakie nas czeka jest w publicznej świadomości mocno niedoszacowane.

Klika wniosków jakie z tego wyciągam jako inwestor na GPW - po ostrych przecenach deweloperów czas na przemysł stalowy (w tym konstrukcji stalowych) i hutniczy, w szczególności następujące firmy czeka mocna przecena:

KGHM, Kęty,Ferrum (tu bym się spodziewał spadku o 50-70% biorąc pod uwage wskaźniki c/z i cwk), Impex-metal Mostostal Zabrze (nie zaskoczyłaby mnie przecena do 1.5zł w ciągu pół roku), wszelkie elektromontaże, elektrobudowy, instale itp. Ogólnie wszystko z przemysłu metalowowego i budownictwa przez najbliższy rok czasu omijałbym szerokim łukiem.

Komentarze (2)
Strategia inwestycyjna - Mam dolary i 5 lat do emerytury C.2
 Oceń wpis
   

W poprzednim odcinku rozpocząłem omawianie zdywersyfikowanej strategii inwestycyjnej zakładając, że mam 50tyś dolarów i 5 lat do emerytury. To wymusza przyjęcie strategii bezpiecznej i położenie większego nacisku na inwestycje o niskim ryzyku, nie będę miał bowiem wiele czasu na odrabianie potencjalnych strat przy zaangażowaniu środków w inwestycje o potencjalnie wyższej stopie zwrotu ale też dużo wyższym ryzyku. Tak więc podzieliłem budżet inwestycyjny na 5 równych części. Pierwszą część przeznaczam na środki o najniższym ryzyku i najmniejszej potencjalnej stopie zwrotu jak gotówka w USD i trochę złota na czarną godzinę. Kolejne 10k USD przeznaczam na inwestycje o średnim ryzyku i wyższej stopie zwrotu jak zakup akcji następujących przedsiębiorstw notowanych na nowojorskiej giełdzie: Pfizer, Du Pont (opcjonalnie 50/50 z 3M), Alcoa, Citigroup (tu można zdywersyfikować ryzyko przez opcjonalne 50/50 z Bank Of America) i IBM. Nie kupujemy wszystkiego od razu, robimy zakupy stopniowo w równych odstępach czasu korzystając z lokalnych minimów. Mamy więc gotówkę i akcje, nie mamy czegoś pomiędzy. Tym czymś będą obligacje skarbowe USA. I na to przeznaczam następne 10k USD.

3 część – Obligacje skarbowe USA.

10 letnie T-Bonds mają obecnie stopę zwrotu rzędu 4% rocznie, 10 letnie TIPSy poniżej 1.5% plus oficjalny poziom inflacji. Na razie za połowę kwoty kupiłbym 10 letnie T-Bonds a reszte chwilowo odłożył i poczekał od pół roku do roku obserwując dane o inflacji. Jeśli będzie spadać a realnym zagrożeniem stanie się deflacja, ceny TIPSów polecą i będzie można korzystnie kupić je na rynku wtórnym. Ta inwestycja przy dużej pewności powinna dać stopę zwrotu rzędu 4-5% rocznie.

4 część – Lokaty złotówkowe w Polsce i obligacje skarbowe RP.

Do tej pory lokowałem wszystkie fundusze w inwestycjach denominowanych w USD a więc zależnych od sytuacji w jednym kraju, USA. To nie dobrze, bo potrzebna mi bezpieczna struktura o dużym stopniu dywersyfikacji, więc mimo, że wierzę, że dolar będzie się dalej umacniał a w związku z tym inwestycje dolarowe są obecnie bardzo korzystne to nie chce stawiać wszystkeigo na jedną kartę na wypadek jak bym był w błędzie. Tak więc kolejną porcję 10k USD przeznaczam na lokaty bankowe w złotówkach. Obecnie banki na gwałt szukają gotówki co jest dobrą okazją do zdrowych uzyskiwania bardzo przyzwoitych zysków z lokat. Obecnie standardem jest 8.5% w skali roku przy 3 miesięcznej lokacie, a nawet do 10% na rocznej. Korzystam z okazji i za 10k USD kupuję złotówki i lokuję na dobry procent. Trzymam tak długo jak lokaty bankowe mają wyższe oprocentowanie od obligacji skarbowych. Kiedy to się zmienia, likwiduję lokaty złotówkowe i za te pieniądze kupuję obligacje.

5 część – akcje na GPW.

Ostatnie 10k USD przeznaczam na inwestycje na warszawskiej giełdzie, ale bardzo powoli i ostrożnie. Nie ma się co śpieszyć ani ze sprzedażą USD ani z zakupami na GPW. Dokładniejsza analiza GPW w następnym odcinku.

Czemu nie fundusze?

W mojej strategii inwestycyjnej odrzucam wszelkiego rodzaju fundusze, czemu? To proste, inwestycja w fundusze jest nieopłacalna, jak pokazuje doświadczenie fundusze rzadko w długim okresie czasu radzą sobie lepiej niż indeksy giełdowe (np.: WIG), niestety dochodzą do tego wysokie koszty zarządzania funduszem. A więc bardziej opłacalne jest moim zdaniem stworzenie zrównoważonego portfolio samemu.

Rebalansowanie portfolio inwestycyjnego.

Na początku moje portfolio będzie się opierało głównie na gotówce w USD i w mniejszym stopniu akcjach firm notowanych na NYSE i obligacjach skarbowych USA. To dlatego, że uważam, że obecnie amerykańska gospodarka będzie pierwszą która podniesie się z kryzysu światowego i inwestowanie w tym regionie jest najkorzystniejsze w tym momencie, ale w dłuższej perspektywie chciałbym mieć zrównoważone inwestycje równo podzielone na strefę USA, Euro, Polskę i inne kraje rozwijające się jak Chiny czy Indie. Dlatego w przyszłym roku będę zwiększać udział inwestycji na GPW w moim portfolio, a za 2-3 lata zastanowię się nad inwestowaniem w strefę euro i rynki wschodzące. Dodatkowo regularnie będę kontrolował poziom wycen wszystkich walorów w moim portfolio i jeśli jakikolwiek walor zacznie być zbyt optymistycznie wyceniany (o tym więcej w kolejnym wpisie) będę zmniejszał jego udział w portfolio na rzecz walorów w danym momencie wycenianych zbyt pesymistycznie – czyli mających atrakcyjny stosunek ceny do wartości wewnętrznej. W ten sposób niemal automatycznie moje portfolio generuje dodatkowe zyski i zwiększa ponadprzeciętnie swoją wartość a jednocześnie pozostaje zrównoważone bez przesadnego akcentu na jakikolwiek pojedynczy walor a co za tym idzie minimalizuję jego ryzyko.

Reasumując, zrównoważone portfolio o niskim stopniu ryzyka składa się z gotówki i odrobiny złota, obligacji skarbowych USA, czyli największej gospodarki świata oraz obligacji skarbowych RP, i akcji z rynku USA, Polski, EU i któregoś z rynków wschodzących, przy czym największy akcent kładę na inwestycje bezpieczne o niskim ryzyku czyli obligacje i lokaty.



 

Komentarze (7)
Strategia inwestycyjna - Mam dolary i 5 lat do emerytury.C.1
 Oceń wpis
   

Załóżmy, że mam dolary, powiedzmy 50 tysięcy, 5 lat do emerytury i zastanawiam się co zrobić z moimi oszczędnościami. Jaką strategie inwestycyjną wybrać. Po pierwsze będzie to na pewno strategia bezpieczna o niskim stopniu ryzyka, nie mogę ryzykować, że wszystko stracę, bo nie mam już czasu na odbudowywanie swojego portfolio w razie jakiejś grubszej wpadki. Oczywiście słowem kluczowym jest dywersyfikacja, czyli dzielę moje pieniądze na 5 części po 10 tyś każdą.

1 Część - twardy pieniądz.

Gotówkę zawsze warto mieć na wszelki wypadek, nigdy nie wiadomo co może się stać. W sumie dawno już nie było żadnej większej wojny a jak wiadomo konflikt leży w naturze ludzkiej. Poza tym z akcjami mogą się dziać różne rzeczy. Kto jeszcze rok temu miał pecha mieć 10 tyś dolarów w akcjach pewnych amerykańskich banków, mógłby się teraz obudzić z ręką w nocniku i 200 dolarami w kieszeni. I nigdy tak na prawde nie wiadomo na czym można stracić wszystkie pieniądze, nie dawno były to banki, chwile wcześniej linie lotnicze, 10 lat temu dot comy a teraz wygląda na to, że wielce ryzykowny jest przemysł samochodowy. Odkładam więc na konto 10 tyś dolarów, niech sobie leży, co prawda procent dosyć żałosny ale liczę na dalsze umacnianie się dolara tak w stosunku do euro jak i złotówki. Z tych 10 tysięcy kupiłbym też kilka złotych monet, tak maksymalnie do 2 uncji na przestrzeni kilku lat. Czyli raz na kilka miesięcy kupowałbym 1/2 lub 1/4 uncjową monetę, śledząc kurs złota i USD/PLN, od tak żeby mieć zabezpieczenie na wypadek jakby Chiny rozpoczęły trzecią wojnę światową albo Rosja wpadła na pomysł reaktywacji ZSRR. 

2. Część - Akcje Zagraniczne.

Kolejne 10tyś USD przeznaczam na zakup akcji. W Biurze maklerskim IDMSA można otworzyć rachunek z dostępem do największych rynków świata. Wiem, że wartość akcji może jeszcze spaść ale kupuję w perspektywie 5-10 letniej, nie wszystko od razu, tylko po trochu, cały czas obserwując rozwój sytuacji. Kupuję akcję następujących firm:

Pfizer - Giełda NYSE - Symbol PFE, obecny kurs ok 17 usd. Firma farmaceutyczna, duża i znana, regularne dochody, regularne zyski, regularnie wypłacane dywidendy, przy obecnym kursie zysk z samych dywidend (jeśli utrzyma się ich historyczny poziom) wynosi ok 7% rocznie. To bardzo dobry wynik, i co najważniejsze, branża farmaceutyczna jest dosyć odporna na kryzysy, w końcu na zdrowiu oszczędza się na końcu. Kupuję akcję za 2000 usd, niekoniecznie wszystko od razu ale na przykład 4 ratach po 500 USD na przestrzeni najbliższego roku polując na okazje gdy DJIA spada, na rynkach panika, a w mediach złe wiadomości.

Du Pont NYSE:DD - obecny kurs ok 30 usd, duża firma chemiczna (jedna z większych na świecie), mocno zaangażowana w produkty dla rolnictwa, jestem pewien, że problem niedoboru żywności na świecie będzie narastał, a w związku z tym firmy związane z przemysłem rolniczym czeka świetlana przyszłość. Produkty dla rolnictwa to tylko ok 1/4 dochodów, poza tym jest to dobrze zdywersyfikowana firma chemiczna, będąca liderem na wielu płaszczyznach. Historycznie przy obecnej cenie akcji wypłaty z dywidendy wynoszą ok 5% rocznie. Jak wyżej, zakup w 4 ratach na przestrzeni roku, najlepiej w momentach kiedy pojawiają się jakieś kolejne dramatyczne informacje a DJIA notuje kilkudniowe spadki. Można też podzielić kwotę przeznaczoną na Du Pont na pół, za pół kupić Du Pont a za drugie pół 3M.

Alcoa NYSE:AA - obecny kurs ok 10USD, największy na świecie producent aluminium, obecnie akcje brutalnie przecenione w związku z globalnym spowolnieniem gospodarczym i pęknięciem balona surowcowego. Warto kupić teraz kiedy jest tani, za kilka lat kiedy gospodarka światowa powróci do na ścieżkę wzrostu akcje Alcoa przynajmniej podwoją swoją wartość. Dywidenda na poziomie 6% obecnej ceny akcji, historycznie rzecz biorąc, bo w najbliższym czasie myślę, że będzie dużo niższa.

IBM NYSE:IBM - tej firmy chyba nikomu nie trzeba przedstawiać, IBM oferuje rozwiązania informatyczne dla biznesu, ale uwaga, sporo sprzedaje na kredyt, a kiedy przychodzą ciężkie czasy nagle część klientów może przestać spłacać raty. Reasumując, IBM tak, ale nie teraz, poczekam pół  roku i zobaczę co się będzie działo.

Citigroup NYSE:C - Citibank przeżył kryzys finansowy mocno poturbowany, strzelając z głowy suma odpisów na rzecz złych długów wyniosła już coś koło 20mld USD. To dużo i ciężko powiedzieć czy to już koniec, mimo to uważam, że warto trzymać rekę na pulsie, kupić jeden pakiet za 500 usd teraz. Kolejny jeśli akcje spadną poniżej 10 usd, a dalej obserwować sytuację i w razie stabilizacji wydać kolejny 1000 usd na Citibank. W końcu kryzys nie będzie trwał wiecznie a przy średniej historycznie dywidendzie na poziomie 5% to kusząca inwestycja. Oczywiście o takiej dywidendzie teraz można zapomnieć, ale tak jak mówiłem kryzys kiedyś się skończy.

Ciąg dalszy nastąpi...

Komentarze (3)
Putin testuje Obame.
 Oceń wpis
   

W Rosji właśnie rozpoczęły się zakrojone na szeroką skalę testy. Bynajmniej nie chodzi o najnowszy rodzaj broni czy rosyjską wersje systemu GPS. Putin z Miedwiediewem testują teraz Obame. Sprawdzają jego próg tolerancji, to jak daleko mogą przesunąć granicę strefy wpływów nowej imperialnej Rosji. Co by nie mówić o Bushu potrafił trzymać Rosję w ryzach, tłumić jej imperialne zapędy i powoli przeciągać kolejne kraje z byłych republik radzieckich w strefę zachodnich wpływów. Ale Bush właśnie kończy swoją drugą kadencję i jako prezydent przechodzi do historii i mam takie wrażenie, że jeszcze za nim zatęsknimy.

Ale wracając do Rosji i jej prowokacji, zaczęło się od planów rozmieszczenia rakiet taktycznych Iskander w obrębie Kalinigradzkim, w odpowiedzi na plany budowy elementów amerykańskiej tarczyrakietowej w Polsce i Czechach. Następnie Rosja podjęła próbę przesunięcia morskiej granicy z Ukrainą, demonstracyjnie znacząc w ten sposób swoje terytorium jak pies który obsikuje drzewo. To oczywiście nie koniec i należy się spodziewać kolejnych ruchów, możę w Gruzji? A może na bliskim wschodzie, w końcu nie tak dawno z wizytą w Moskwie był sam Kadafi (Kadafi to wogóle jest ciekawa postać i chętnie poświęce jeden wpis włąśnie jemu, ale to innym razem). Tak czy owak, Putin ma teraz świetną okazje i otwarte pole do gry, byłby głupi gdyby z tej okazji nie skorzystał, a Putin głupi z pewnością nie jest. To cwany lis, który pięknie rozgrywa Europe, teraz ma szanse porozgrywać jeszcze USA, które do tej pory było jednak zawodnikiem poza zasięgiem Rosji. Ale Obama jeszcze się nie odnalazł w nowej roli, i chwila minie zanim się zorganizuje, poza tym jego głównym problemem teraz jest recesja w USA a nie to co sie dzieje 10tys mil od domu. Zresztą nawet jeśli Obama będzie chciał podjąć wyzwanie to spójrzmy prawdzie w oczy, przy ex oficerze KGB, byłym szefie FSB, judoce Putinie sprawia wrażenie harcerzyka, małego czarnego chłopca z małej wioski w dalekiej Afryce, którego pozujący ze strzelbą Bajkał Putin mógłby powalić na podłogę jednym ciosem. Rosjanie mają podstawy, żeby przypuszczać, że Obama będzie nie tylko zbyt zajęty gospodarką USA by przeszkadzać w reaktywacji imperium, ale na jakąkolwiek ostrzejszą reakcję będzie po prostu za miękki. Ale czy napewno mają racje? Puki co testy się już rozpoczęły, poczekajmy na ich wyniki.

Komentarze (1)
Jak nie urok to sr$$$ka.
 Oceń wpis
   

Jeszcze kilka miesięcy temu ekonomiści straszyli inflacją. Nagle pękłą bańka na rynku nieruchomości, surowców, wybuchł kryzys finansowy, popyt zamarł  i okazało się, że teraz zagrożeniem jest deflacja. Co to właściwie jest i czym to grozi?

Deflacja to wzrost wartości pieniądza w czasie, proces odwrotny do inflacji, ma miejsce wtedy kiedy spada podaż pieniądza. A brak kasy powoduje brak zakupów. Nie dość, że spada ilość sprzedanych towarów, to jeszcze spada ich wartość, a wartość obciążeń kredytowych (tak chętnie przyjmowanych w czasach taniego pieniądza i nadmiernej konsumpcji) rośnie. Osobiście uważam jednak, że sama deflacja nie jest specjalnie groźna, w końcu tak FED jak i ECB mogą sobie dodrukować pieniędzy do woli, obniżając w ten sposób ich wartość. Ale deflacja to dopiero czubek góry lodowej i sygnał głębszego problemu jakim jest spadający dramatycznie popyt wszędzie na praktycznie wszytko, od dóbr konsumpcyjnych do wszelkich środków produkcji. To jest powód nerwowej reakcji Bank Of England, który obniżył stopy procentowe o 1.5 puntu procentowego, to już druga w ostatnim czasie obniżka stóp procentowych w Angli, ECB także obniżyło stopy, tym razem o 0.5 punktów procentowych.

Potwierdzenie tezy o globalnym spowolnieniu nadchodzi też z Niemiec, gdzie zanotowano spadek produkcji przemysłowej największy od ok 15 lat. To nie wróży zbyt dobrze naszej gospodarce, gdyż Niemcy są nasyzm największym partnerem handlowym. Tak więc czas się przygotować na ciężkie czasy bo najbliższe dwa lata w Polsce (i na świecie) będą ciekawe, w negatywnym tego słowa znaczeniu.

Komentarze (0)
Inwestowanie w złoto.
 Oceń wpis
   

Kiedy idą ciężkie czasy inwestycje w złoto są najlepszą lokatą kapitału, problem polega na tym, że na to już troche za późno. Złoto na początku dekady kosztowało 250-300 USD za uncję (ok 31 gram), obecnie kosztuje 750USD. U szczytu na początku roku kosztowało ok 1000USD. Jeśli rzucimy okiem na wykres cen złota za ostatnie 10 lat (na przykład na stronie www.monex.com), to łatwo dojść do wniosku, że właśnie mineliśmy górkę i złoto bedzie coraz tańsze. Nie byłbym tego taki pewien, wszystko zależy od tego jakie rozmiary przybieże globalne spowolnienie gospodarki. W latach osiemdziesiątych złoto wg obecnej wartości dolara sięgało 2000USD. Czy tego samego możemy się spodziewać tym razem? Chyba nie. O ile sytuacja w gospodarce światowej jest moim zdaniem dużo poważniejsza niż większość uważa, to raczej nie spodziewałbym się aż takiego dramatu jaki miał miejsce w latach osiemdziesiątych, kiedy to bywały kwartały kiedy gospodarka USA kurczyła się w tempie 6-8%. Co więc czeka złoto ciężko w tej chwili powiedzieć, tak samo jak ciężko na tym etapie przewidzieć wszystkie konsekwencje kryzysu finansowego, jedno jest pewne, na zyski takie jakie złoto zanotowało w latach 2000-2008 raczej nie ma co liczyć. Z drugiej strony, nie liczyłbym też na rychły spadek cen tego kruszcu, w końcu całe to pompowanie pieniądza na rynek wcześniej czy później musi się odbić na spadku jego wartości, więc złoto będzie utrzymywać swą relatywną siłę wobec rozwadnianego coraz bardziej pieniądza.

Można zatem kupić złote monety lub sztabki i zakopać w ogrodzie na wypadek III Wojny Światowej, lub innego kataklizmy, hiper inflacji czy globalnej recesji, i raczej się na tym nie straci nawet jeśli żaden kataklizm nie nastąpi, tym bardziej, że złoto jest jak polisa ubezpieczeniowa. Daje spokój i pewność, że ma się coś fizycznego, trwałego co nie zniknie jak wirtualny, papierowy pieniądz wraz z kolejnym zawirowaniem na rynku finansowym. Oczywiście mam na myśli fizyczne złoto, a nie papierowe "struktury oparte na złocie", które ja osobiście bym sobie na tym etapie odpuścił.

Jedynym bankiem, który napewno oferuje sprzedaż złota w Polsce jest Raiffeisen, poza tym zostaje niestety zakup przez internet na allegro lub w portalach zajmujących się handlem numizmatykami. Najpopularniejsze złote monety to: Wiener Philharmoniker oferowane w rozmiarach 1, 1/2, 1/4  i 1/10 uncji, z czystego 24 karatowego złota (0.9999). Tak samo z czystego złota bity jest Canadian Maple Leafe (także w czterech rozmiarach) oraz American Buffalo o wadze 1 uncji. American Eagles i Krugerrand jest bity ze złota 22 karatowego (0.9167 złota, reszta to domieszka miedzi i innych metali przy czym rządy odpowiednio USA i RPA gwarantują, że w każdej monecie jest minimum 1 uncja czystego złota). Dzięki domieszce innych metali moneta jest większa (waży ok 33gram) oraz co ważniejsze twardsza i mniej podatna na zarysowania i wytarcia. Poza tym większość banków centralnych (w tym NBP) bije sztabki i złote monety w różnych rozmiarach i okazjonalnie lub regularnie wprowadza je na rynek. Także wybór jest spory i reasumując, jeśli ktoś chce inwestować w złoto, to najlepiej w monety, nawet jeśli się nie zrobi na tym kokosów to można mieć coś pięknego i trwałego co przetrzyma każdą zawieruche polityczno-gospodarczą.

 

Komentarze (8)
Czy to napewno koniec bessy?
 Oceń wpis
   

Teoretycznie jest super, niskie wyceny spółek zachęcają do zakupów. W końcu kiedy ostatnio można było kupować firmy poniżej ich wartości księgowej a za pięciokrotność rocznego zysku? A teraz można takich kilka znaleźć. Ponadto dzisiaj giełda strzeliła prawie 5% w górę. Wydawałoby się, że najgorsze za nami i można zacząć zakupowe szaleństwo na warszawskim parkiecie. Byłbym jednak bardzo ostrożny. Oczywiście zakupy teraz są dużo bardziej sensowne niż w lipcu zeszłego roku ale czy wyceny spółek są faktycznie tak atrakcyjne jakby się wydawało? Współczynnik C/Z opiera się na danych historycznych, które pokazują obraz sprzed kilku miesięcy kiedy jeszcze polska gospodarka pędziła z przyspieszeniem 5% rocznie, tyle że od tego czasu wiele się zmieniło, co gorsze, tych zmian jeszcze nie widać w raportach kwartalnych większości polskich firm, bo do nich fala uderzeniowa globalnego kryzysu jeszcze nie dotarła.

Spójrzmy zatem na to co dzieje się w USA, jako na barometr tego co się niedługo będzie działo na całym świecie. Sprzedaż nowych samochodów w USA jest na najniższym poziomie od 25 lat, i to nie tylko amerykańskich. Tak samo traci Ford jak i Toyota. Na rynku nieruchomości, żadnych niespodzianek, średni spadek cen domów o prawie 20% rok do roku, w miejscach najbardziej przegrzanych w czasie boomu nieruchomości spadki do 40%. A jak tam przemysł? Współczynnik aktywności w sektorze produkcji przemysłowej (ISM manufacturing index) najniższy od 26 lat. A co słychać u retailerów? Circuit City, druga po Best Buy sieć sklepów z elektroniką, coś jak Media Markt, zamyka 20% sklepów. Inny retailer, Mervyns, który handluje mydłem i powidłem, ogłasza bankructwo, zamyka wszystkie swoje 149 sklepów i robi likwidacyjną wyprzedaż. No to może w mediach jest lepiej? Zyski giganta medialnego Viacom spadły w ostatnim kwartale o 37%. W sumie nie ma się czemu dziwić, w końcu kiedy w firmach zaczyna brakować gotówki na ogół pierwsze cięcia dotykają budżetów na marketing.

Oczywiście można to wszystko zignorować i wierzyć, że Polska jest odizolowaną wyspą na morzu targanym sztormem. Jednak na to bym nie liczył. Pamiętajmy, że to co teraz dzieje się w USA do Europy jeszcze nie dotarło, w USA mamy najprawdopodobniej w tej chwili drugi ujemny kwartał, i wszystko wskazuje na to że pierwszy kwartał 2009 roku będzie trzecim, a potem można liczyć na powrót do wzrostów. Europa jeszcze ma dodatni przyrost PKB i miejmy nadzieje, że tak już zostanie. Przy czym nadzieja nadzieją a zdrowy rozsądek podpowiada, że gospodarki Niemiec, Anglii, Francji, Irlandii czy Hiszpanii zaliczą kilka ujemnych kwartałów w przyszłym roku. To się musi odbić na sytuacji w Polsce.

I tego mi właśnie brakuje do pewności, że bessa jest już za nami. Komunikatów o spadku produkcji przemysłowej, spadku sprzedaży nowych samochodów, bankructwie jakiejś sieci sprzedaży detalicznej, zamknięciu kilku sklepów meblowych, wzrostu bezrobocia, spadku lub przynajmniej braku wzrostu średniej pensji brutto. Tego mi brakuje bym wierzył w powrót do trwałych wzrostów na GPW. Ciągle brakuje mi tego przeważającego, irracjonalnego pesymizmu w mediach. Jasne, wszędzie pełno informacji o kryzysie gdzieś tam (USA, EU), ale jeśli chodzi o Polskę panuje optymizm. Dopiero gdy przesadny pesymizm będzie przeważającym tonem wszystkich gospodarczych informacji z Polski, wtedy będę pewien, że nastaje nowa, wieloletnia hossa. Aha i zapomniał bym o najważniejszym, ludzie, którzy zaczęli po raz pierwszy inwestować w akcje w zeszłym roku na fali wzrostów, muszą zwątpić i zacząć sprzedawać wszystko co mają w likwidacyjnej panice.

Ale na wypadek jakbym jednak nie trafił dokładnie w dołek, bo to się mało komu udaje choćby raz w życiu, myślę, że dobrym pomysłem jest kupować po kilka akcji co miesiąc za parę złotych. Ostrożnie, wybiórczo i bez hurra optymizmu, ale zawsze, bo jednak są dużo sensowniejszym zakupem teraz niż półtora roku temu, jak kupowała większość. Ale powtórze po raz kolejny, ostrożne zakupy ok, ale z pełną świadomością tego, że to prawdopodobnie jeszcze nie jest absolutny dołek i kres bessy. I przy zakupach teraz trzeba się liczyć z możliwością tego, że za kilka miesięcy, te kupione teraz akcje, będą tańsze o 10, 20 lub nawet 30%.

 

Komentarze (3)
Pierwsze rysy na chińskim wzroście gospodarczym?
 Oceń wpis
   

Od jakiegoś czasu zaczęła szerzyć się wśród dużego grona ekonomistów wiara, że nastąpiło rozpięcie sprzężenia chińskiej gospodarki z gospodarkami największych krajów rozwiniętych jak USA, stara EU czy Japonia. Opinia ta opiera się na tezie, że rośnie chiński popyt wewnętrzny oraz wymiana handlowa między Chinami a innymi państwami rozwijającymi się, i ten właśnie popyt wewnętrzny Chin i handel w grupie państw ubogich lecz szybko rozwijających swój własny popyt wewnętrzny, pokryje spadek eksportu do bogatych krajów zachodnich. Przyrost PKB jak na razie zmalał już o trzy punkty procentowe do 9% w porównaniu z zeszłym rokiem. To w dalszym ciągu rewelacyjny wynik. Niestety problem polega na tym, że już widać pierwsze oznaki słabnięcia wewnętrznego popytu. Zaczyna się jak w książkowym przykładzie z podstaw makroekonomii, od rynku nieruchomości i produkcji przemysłowej.

W odpowiedzi na ostry spadek w popycie na nieruchomości chiński rząd ogłosił plan masowej budowy tanich mieszkań, liberalizację polityki kredytów hipotecznych i obniżenie podatków i opłat przy obrocie nieruchomościami.

Natomiast jeśli chodzi o produkcję przemysłową chińskie huty ograniczyły w ostatnim czasie produkcję o ok 20% w odpowiedzi na słabnący popyt ze strony chińskiego przemysłu samochodowego i przemysłu konstrukcji stalowych. Dodajmy, że chińskie auta są nieobecne na rynkach zachodniej Europy czy USA, więc jest to praktycznie w 100% popyt wewnętrzny Chin i eksport do krajów ościennych. 

Reasumując, widać pierwsze ślady spowolnienia gospodarki państwa środka. Jestem pewien, że to dopiero początek.

 

Komentarze (2)
Wzrost PKB w Polsce poniżej 3% w 2009 roku?
 Oceń wpis
   

Zaczynamy powoli odczuwać wpływ globalnej recesji na sytuację gospodarczą w kraju. O dziwo nasi politycy ciągle wierzą w cuda i w to, że bardzo słabe wyniki jakie notują ostatnio nasi najbliżsi sąsiedzi nie wpłynie w znaczący sposób na rozwój gospodarczy Polski. Niemcy: przyrost PKB na najbliższy kwartał szacowany na okolicę zera, UK wynik za ostatni kwartał -0.5% czyli de facto recesja chociaż technicznie dla jej potwierdzenia konieczny jest kolejny ujemny kwartał, ale raczej wątpię żeby nastąpiła nagła poprawa. Sytuacja na Ukrainie jest bardzo trudna, Kijów prosi o pomoc Międzynarodowy Fundusz Walutowy, huty na Ukrainie stoją z powodu braku zamówień (to samo w Chinach ale o tym w kolejnym wpisie). Łukaszenko gościł wczoraj w Moskwie, gdzie jak zgaduję prosił o pomoc finansową. Do spotkania doszło w trybie ekspresowym co tylko sugeruje sporą powagę sytuacji. A co u nas? Rostkowski, wyluzowany, perfekcyjną angieleszczyzną, chwali się w CNN, że Polska jest oazą na pustyni pochłoniętej finansową burzą piaskową i szacuje spadek przyrostu PKB z powodu globalnego kryzysu o 1 punkt procentowy. Skąd ten optymizm?

Niedawno pisałem, że wierzę w możliwość wystąpienia krachu (lub przynajmniej silnej korekty) na rynku nieruchomości w Polsce. Można już powoli zaobserwować spowolnienie produkcji przemysłowej. Będzie jeszcze gorzej jeśli spowolnienie gospodarcze wraz ze spadkiem wartości złotówki spowoduje dramatyczny wzrost deficytu budżetowego. A tak się stanie bo spadną wpływy z podatków, a wzrosną wydatki na spłaty kredytów zagranicznych denominowanych oczywiście w walutach obcych. Wtedy rząd będzie musiał podnieść podatki i stopy procentowe, a obydwa te działania niechybnie spowodują dalsze ochłodzenie gospodarki. O tym, że czeka nas dalsze osłabienie złotówki (po jakiejś krótkoterminowej korekcie) pisałem ostatnio: http://klubmistrzowbiznesu.bblog.pl/wpis,dolar;po;4zl;w;przyszlym;roku,15747.html

Do tego dochodzą oznaki kryzysu w sytemie bankowym, identycznego jak w reszcie świata. Na stronie Gazety jest ciekawy artykuł na ten temat pod tytułem "Kredyt umiera pierwszy". W tym samym artykule Krzysztof Rybiński z Ernst & Young, b. wiceprezes NBP, obawia się, że wzrost PKB w 2009r. może nie przekroczyć 3proc. Ja się nie obawiam, ja jestem pewien, że tak właśnie będzie o czym pisałem już w ostatnim wpisie pod tytułem "Dolar po 4zł w przyszłym roku":
"(...) Mówiąc krótko tak czy owak zawsze Nowak, czyli ochłodzenie gospodarki jest raczej pewne, i nie będzie to raczej 3% przyrostu PKB w przyszłym roku tylko chyba mniej. To też sugeruje, że bessa na giełdzie papierów wartościowych raczej do dna ma jeszcze daleką drogę i nie spodziewałbym się powrotu do hossy przez najbliższy co najmniej rok.(...)"

Komentarze (1)
Dolar po 4zł w przyszłym roku?
 Oceń wpis
   

Ostatnio mamy do czynienia z bezprecedensowym umocnieniem amerykańskiej waluty, i to teoretycznie wbrew faktom i zdrowemu rozsądkowi. Bo skoro FED znów pompuje kasę w rynki, czyli zwiększa podaż pieniądza to ten pieniądz musi tracić na wartości. Żeby tylko FED. Tydzień temu European Central Bank, Bank of England, Swiss National Bank a dzień później Bank of Japan ogłosiły, że udzielą krótkoterminowych kredytów dolarowych instytucjom finansowym w swoich krajach w NIEOGRANICZONEJ ilości. Jakim cudem mimo takiego wzrostu podaży dolar rośnie zamiast lecieć na twarz?

Cóż odpowiedź jest dosyć prosta, USA pierwsza weszła w kryzys i pierwsza z niego wyjdzie. Ameryka jest teraz gospodarczo tam gdzie Europa i reszta Świata będzie za rok, może dwa. Wiara w to, że globalnego kryzysu nie będzie a recesja zatrzyma się na granicy USA prysła wraz z kryzysem finansowym który poza granicami Ameryki zebrał o rząd wielkości większe żniwo niż w kraju w którym teoretycznie miał miejsce. Więc mimo to, że presja na deprecjacje dolara jest silna, to na inne waluty (euro, funt, jen, juan) jeszcze silniejsza, bo jest już dosyć jasne, że to nie USA tylko EU, Chiny i Japonia poniosą największe koszty obecnego kryzysu, w tym gospodarki i waluty tych krajów. Co więcej, można się już zacząć spodziewać poprawy fundamentów amerykańskiej gospodarki, deficyt wymiany handlowej w sierpniu był o ponad 2mld niższy niż w lipcu. To jest spadek o ponad 3% w ciągu miesiąca. Ma na to wpływ spadek ceny ropy, ale także coraz niższa atrakcyjność outsourcingu i importu z Chin. I co ciekawsze amerykanie wreszcie zaczęli oszczędzać. Aż o 300% wzrósł udział oszczędności w dochodach amerykanów w ostatnim czasie do 3%, to w dalszym ciągu 3 razy mniej niż oszczędzają Niemcy czy Japończycy ale jednak kierunek dobry a zmiana w mentalności Amerykanów potężna. Zaryzykuję tezę, że dolar w ciągu najbliższych dwóch lat umocni się w stosunku do euro co najmniej 1 do 1.

W którym miejscu stawia to naszą walutę? W dosyć słabym moim zdaniem. Wraz ze spowolnieniem gospodarczym jakie będzie miało miejsce w kraju RPP będzie musiała obniżać stopy procentowe, żeby ratować wzrost gospodarczy, tylko, że z obniżaniem stóp procentowych mamy mały problem. Obecnie jesteśmy winni zagranicy ok 160mld euro, przy słabnącej złotówce kosztuje nas to coraz więcej. Trzeba będzie brać kolejne kredyty pod zastaw obligacji skarbu państwa, a żeby ktokolwiek chciał je kupić muszą być atrakcyjnie oprocentowane. Wybór jest więc taki albo ratowanie wzrostu gospodarczego i łatanie dziury budżetowej wyższymi podatkami co i tak ostatecznie przyhamuje wzrost, albo utrzymywanie wysokich stóp procentowych co będzie miało chłodzący wpływ na gospodarkę.

Mówiąc krótko tak czy owak zawsze Nowak, czyli ochłodzenie gospodarki jest raczej pewne, i nie będzie to raczej 3% przyrostu PKB w przyszłym roku tylko chyba mniej. To też sugeruje, że bessa na giełdzie papierów wartościowych raczej do dna ma jeszcze daleką drogę i nie spodziewałbym się powrotu do hossy przez najbliższy co najmniej rok. Wszystko to pozwala mi wierzyć, że czasy dolara po 4zł jeszcze powrócą.

Komentarze (6)
1 | 2 |
Najnowsze komentarze
2013-10-18 13:38
strona:
Otwórz własny biznes w czasach kryzysu!
super blog
2013-09-24 22:13
moj.blog:
Otwórz własny biznes w czasach kryzysu!
ciesze sie ze trafilam na tego bloga
2013-09-24 22:03
moj.blog:
Otwórz własny biznes w czasach kryzysu!
fajny blog
2013-09-24 21:56
taki:
Otwórz własny biznes w czasach kryzysu!
fajna platforma blogowa, no i Twoj blog
2013-04-05 18:33
kredytowy_doradca:
Otwórz własny biznes w czasach kryzysu!
W kryzysie najlepiej idzie windykacja kredytów.
O mnie
Dr.Zet
Archiwum
Rok 2009
Rok 2008